instalacja

Olimpia

instalacja, 1996 

Praca składa się z trzech wielkoformatowych fotografii i 12-minutowego wideo rejestrującego zabieg podawania kroplówki artystce podczas kuracji nowotworowej. Pierwsza fotografia przedstawia Kozyrę jako Olimpię Maneta, druga – artystkę leżącą na łóżku szpitalnym, na trzeciej sportretowana jest starsza kobieta.

 

 

Coś mi siedzi z tyłu czaszki. Z Katarzyną Kozyrą rozmawia Piotr Sarzyńsi

To bardzo osobista praca i całkiem świadomy ekshibicjonizm. Stanowiła reakcję na tę aferę z Piramidą zwierząt. W gruncie rzeczy czułam się dotknięta faktem, że z Piramidy przyszło mi tłumaczyć się chorobą. Pomyślałam: dobrze, jeśli to jest tak bardzo interesujące, jeżeli wywleka się moją prywatność wbrew mej woli i moim przekonaniom, to mogę zrobić to także sama. Mogę wywalić swoją prywatność nie wtedy, gdy ktoś tego chce, ale gdy chcę tego sama, nie po to, by służyło innym, ale by służyło mnie samej. Chcecie mnie takiej, to macie, nawet gdyby okazało się to niesmaczne. (…) 

Przez trzy lata funkcjonowałam z kroplówką, tak jak inni z papierosami czy wódką. To była moja rzeczywistość. Żyłam w szpitalach, gabinetach, na naświetlaniach, wśród tej mniejszości, a może i większości, której coś dolega. Byłam przywiązana do lekarskiej opieki, uzależniona od niej, jak pies od człowieka. 

Polityka” 1998, nr 5, s. 43