FILM

Szukając Jezusa

film dokumentalny, 2018

 

„Szukając Jezusa” to najnowszy projekt Katarzyny Kozyry, do którego punktem wyjścia była informacja o tzw. syndromie jerozolimskim — ostrym zaburzeniu urojeniowym, opisanym w medycynie dopiero w drugiej połowie XX wieku. Cierpiący nań chorzy, odwiedzający Ziemię Świętą, utożsamiają się z postaciami biblijnymi, najczęściej z Mesjaszem.

 

 

Artystka odbyła do dziś kilka podróży do Jerozolimy, by odnaleźć tam tych, którzy na początku XXI wieku wierzą, że są Jezusami. Pierwsza z nich odbyła się w 2012 roku. Efektem wszystkich wyjazdów są setki godzin nagranych wywiadów, zdjęcia miasta będącego sceną religijnych rytuałów,

na której występują ludzie o różnych wierzeniach, wyznaniach i kolorach skóry, próbujący przekonać artystkę o swej cudowności i prawdziwości, kolejni Mesjasze oraz otaczający ją stale barwny tłum pielgrzymów oraz mieszkańców. Kozyra dociera do niesamowitych osobowości. Za każdym z jej bohaterów kryją się fascynujące historie, które układają się w całość, tworząc projekt mówiący o sposobach realizacji wiary, jej miejscu oraz roli w dzisiejszym świecie i wartościach, wokół których budujemy swoje życie.

 

 

 

Jak odzyskać Jezusa?

Dorota Jarecka

Newsweek, 22.12.2014

 

Co sztuka współczesna robi dzisiaj z obrazem Jezusa? Przecież uchodzi za bezbożną i bluźnierczą. Nic bardziej mylnego. Wystarczy spojrzeć na nowy projekt Katarzyny Kozyry „Szukając Jezusa”. 

W potocznym odbiorze związek świata sztuki współczesnej z religią kojarzy się głównie z kolejnymi skandalami. Co kilka lat odżywa w Polsce religijna wojna wokół wizerunków. Dorota Nieznalska ze swoją „Pasją”, w której poczyniła aluzję do ukrzyżowania, była nawet sądzona za obrazę uczuć religijnych. Jacek Markiewicz z „Adoracją” zgromadził w Zamku Ujazdowskim rozmodlone tłumy, które wywarły nacisk na dyrektora warszawskiego CSW, by nie przedłużał wystawy, a na koniec instalację zniszczyły. Prawicowi politycy złożyli na artystę doniesienie do prokuratury.  No i słynna „Golgota Pienie” Rodrigo Garcii na  Festiwalu Malta w Poznaniu. Przeciw wystawieniu sztuki protestowali ludzie, którzy jej nie znali, zareagowali na sam tytuł. Nieważne, że był ironiczny. Tak jakby „Golgota”, „Pasja” i „Adoracja” były zastrzeżonym znakiem firmowym. Tymczasem artyści uważają, że takim znakiem nie są, a ich prace wchodzą w dialog z Kościołem, czemu trudno się dziwić, bo katolicyzm jest kulturą, w której wyrośli. Zupełnie wyjątkowo ktoś z nich otwarcie krytykuje Kościół ­ jak Artur Żmijewski w przedstawieniu „Msza” (2011). Najczęściej uprawiają inteligentny, pełen emocji dialog. Nie dziwi też wcale, że pokłon Trzech Króli ustępuje na rzecz wątków pasyjnych i mesjańskich. Wokół nas, mimo pozorów, mniej słodyczy, więcej goryczy. 

SYNDROM JEROZOLIMSKI  

– Jesus, wait! – ­ krzyczy Katarzyna Kozyra, biegnąc  w dół wąskiej uliczki. Jezus macha ręką. ­ – Zaraz wracam – ­ odpowiada. ­ – Jesteś Jezusem, czy tylko myślisz, że nim jesteś? – ­ pyta artystka. – ­ Naturalnie, że jestem. 

Po raz pierwszy była w Jerozolimie w 2012  r. przez trzy tygodnie. Spotkała trzech Jezusów. Trzeba ich umieć szukać i odpowiednio zapytać. ­

– Chcecie Jezusa? Mamy tu jednego ­ – odpowiada portier  ze schroniska ubogich Petra Hostel we wschodniej  Jerozolimie. ­ – Jest arabskim emigrantem z Holandii. Przyjechał do Jerozolimy po wielu życiowych  nieszczęściach, odnalazł  prawdę, czytając Biblię  i Koran, w którym odnalazł zapowiedź powtórnego przyjścia Chrystusa. 

 

(…) Dziś Kozyra pracuje nad filmem „Szukając Jezusa”. Jeździ do Jerozolimy z kamerą, chodzi po  ulicach, kościołach, schroniskach. Na razie zmontowała ponad godzinę materiału. Rozmawia z tymi,  którzy są przekonani, że żyje w nich mesjasz. Mówię: ­ Syndrom jerozolimski to banał, wszyscy o tym  wiedzą. ­ Ciekawe ­ odpowiada artystka ­ dlaczego  taka rzecz jest uważana za banalną. Może to my, którzy tak sądzimy, jesteśmy banalni?  Za rogiem czeka już następny prorok, z wyglądu  bardziej przekonujący. Nie nosi skórzanej kurtki,  tylko orientalny strój. Pierre jest chirurgiem urodzonym w Szwajcarii, we francusko­żydowskiej  rodzinie, który przeszedł na islam. Pozornie cyniczny. O swojej pracy chirurga operującego w szpitalach frontowych mówi z piekielnym humorem. Być może nie chce zbawiać nikogo prócz siebie. Jest jednym z nielicznych napotkanych przez artystkę mistyków, który posługują się „zachodnim” dyskursem, w tym – ­ autoironią. Jego podróż na wschód, sądzi Kozyra, wynika z europejskiego pragnienia,  by zerwać z materializmem, odnowić więzy z duchowością. Robi to z intelektualnej potrzeby. ­ – A ty? – ­ pytam. ­

– Myślę, że jest czas, by odejść od takich  pewników, np. że liczy się tylko ekonomia. Od formatowania sztuki według filozofii  produktu. Dzisiaj sztuka jest produktem, tak jak twoje zdrowie jest produktem. Wszystko da się sformatować, spieniężyć. ­ – To ucieczka? – ­ Nie! Szukanie alternatywnych metod działania. 

Projekt wraz z coraz częstszymi pobytami artystki w Izraelu nabiera kolejnych wymiarów i znaczeń. Kozyrę od lat zajmował problem tożsamości. Kim jestem? Dlaczego jestem tak postrzegana? Jej ostatnia wystawa w Zachęcie nazywała się  „Casting” i była rzeczywistym castingiem, artystka  poszukiwała osoby, która zagrałaby ją samą w filmie  autobiograficznym. „W Tel Awiwie robiłam casting  do filmu autobiograficznego i tam pomyślałam: po co ja siebie szukam?! Powinnam Jezusa znaleźć!” – ­ powiedziała w rozmowie z Joanną Ruszczyk. Jednak projekt „Szukając Jezusa” ma także, prócz metafizycznego i egzystencjalnego, jeszcze jeden wymiar ­ polityczny. 

 

MESJASZ CZARNY I BIAŁO­CZERWONY 

­- Skąd wiesz, że jesteś Jezusem? – ­ pyta artystka młodego mężczyznę w czerwonym płaszczu jak z obrazów Rafaela. Do płaszcza przyczepiona jest ośmioramienna złota gwiazda. – ­ Mam znamię na plecach ­ – mówi – ­ które nazywa się Pieczęcią Proroka. Kamera stara się nam to przybliżyć, ale bez skutku. 

Mesjasze są mesjaszami, także wtedy, kiedy nic  nie mówią. Jak Marc. Marc mieszka nad Morzem  Martwym, nosi przepaskę biodrową, żywi się dziennie jednym daktylem. Nie odzywa się do kamery, nie chce rozbudzić w sobie ego. Z ego nie ma za  to problemów czarnoskóry mieszkaniec osady pod  Jerozolimą, który ma dom pełen dzieci, samochód i cudowny widok na półpustynne tereny. ­ – Wmawiają mi, że mam syndrom jerozolimski – ­ mówi ­ – ale ja w to nie uwierzę, chyba że ktoś mi pokaże przekonujące dowody. 

Czarny mesjanizm to kolejny wątek filmu Kozyry. -­ Jeshua ben Josef jest Afrykaninem, to nie ulega  wątpliwości, a my jesteśmy prawdziwymi potomkami Abrahama. ­ – Jezus wrócił? – ­ pyta artystka. ­ – Tak, ja jestem Jezusem. ­ – Ale Jezus czynił cuda. ­ – Przecież czyni. Cudem jest to, że się spotkaliśmy. 

Logika odkupienia splata się z koncepcją narodowego wyzwolenia i w tym momencie afroamerykański Jezus staje się nam nieoczekiwanie bliski. Bo czy Jezus nie miał być królem Polski? Czy kolejny polityk nie wciela się właśnie w kolejnego mesjasza? Język mesjański paradoksalnie obecny jest także – ­ a może przede wszystkim – ­ w świeckiej rzeczywistości. Kozyra nie demaskuje mitów, to nie jest projekt prześmiewczy, raczej stara się wejść w samo ich serce, zobaczyć, jak się tworzą. 

To zresztą jest kwestia nie tylko politycznej codzienności czy nawet krytyki społecznej. Artystka próbuje wejść w to, co tkwi głęboko w kulturze.  Mesjanizm łączy Polaków i Żydów, pociąga artystów po obu stronach Morza Śródziemnego. Kozyra szuka mesjasza w Jerozolimie, a niedawno – ­ jak pamiętajmy – ­ izraelska artystka Yael Bartana szukała go w Warszawie. „Mary Koszmary”, „Zamach”, „Mur  i wieża” – ­ jej trylogia filmowa,  pokazana trzy lata  temu na biennale w Wenecji w polskim pawilonie,  oparta jest na schemacie znanym z mesjańskich podań. Oto jest zagubiony lud, hipotetyczny lud Izraela. Na Stadionie Narodowym przemawia jego młody  przywódca w czerwonym krawacie. Przyrzeka ziemię obiecaną, którą jest Polska. Wedle tej fabularnej  narracji do Polski ma wrócić sześć milionów Żydów.  Tych, którzy zostali zamordowani w czasie wojny czy  tych, którzy dzisiaj mieszkają w Izraelu? To nie jest  jasne, a lewicowi Izraelczycy, z którymi solidaryzuje się Bartana, skłonni są odczytywać ten film jeszcze  inaczej. Te sześć milionów, które dostaje zaproszenie do powrotu do domu, to także wygnani z Izraela  Palestyńczycy. Zaś film można rozumieć jako utopijny projekt połączenia dwóch narodów: żydowskiego  z palestyńskim. Kiedy rozmawiałam z Bartaną, mówiła o postaci, która ją szczególnie fascynuje, to żydowski fałszywy mesjasz, Sabbataj Cwi. 

Spotkanie Kozyry z Yoramem (jednym z bohaterów jej dokumentu), który, jak mówi, „ogląda boga  twarzą w twarz”, tak jak spotkanie Bartany z hipotetycznym polskim mesjaszem, ma więc jeszcze jeden wymiar: spotkania kobiety z heretykiem. Nie  jest przypadkiem, że monumentalną książkę o życiu samozwańczego mesjasza Jakuba Franka napisała Olga Tokarczuk („Księgi Jakubowe albo Wielka  podróż”). Bo heretyk i feministka spotykają się  w specyficznym miejscu: na marginesie dominującej kultury. Razem muszą przebijać się przez poglądy większości. (…)

 

 

Potrzeba bycia indywidualnością. O „Szukając Jezusa” Katarzyny Kozyry

Jacek Michalak

SZUM, 20.10.2017

 

Przez wielu z nas bohaterowie Katarzyny Kozyry „Szukając Jezusa” mogą być odrzuceni jako chorzy umysłowo lub oszuści. W filmie każda z pokazanych osób jest niepowtarzalna. Artystka rozmawiając ze swoimi bohaterami, spędzając z nimi czas pokazała ludzką tęsknotę za wiarą.

Niedzielne przedpołudnie, msza w kościele a po niej projekcja filmu Katarzyny Kozyry zatytułowanego Szukając Jezusa / Looking for Jesus, zaś po pokazie ponad godzinna ożywiona dyskusja na temat dzieła artystki. Dzieła, które Kozyra zrealizowała w Jerozolimie podążając za osobami utożsamiającymi się z postaciami biblijnymi, doznającymi zaburzenia określanego przez psychiatrów „syndromem jerozolimskim”. Powstały w trakcie jerozolimskich poszukiwań film dokumentalny był już kilkakrotnie pokazywany w kraju i poza jego granicami. Pokaz w kościele, dodatkowo w czynnym kościele miał miejsce pierwszy raz i ten fakt warty jest odnotowania.

 

Wspomniana prezentacja Szukając Jezusa / Looking for Jesus Kozyry nie miała miejsca w Polsce, w jej własnym kraju, gdzie według badań Gallupa przeprowadzonych w 2015 roku aż 86% badanych określiło siebie jako osoby religijne, przy średniej światowej wynoszącej 63%. Według tego samego badania 10% naszych rodaków określiło siebie jako osoby niereligijne, 2% to zadeklarowani ateiści, zaś 2% badanych nie udzieliło odpowiedzi. Pokaz filmu Katarzyny Kozyry miał miejsce w kraju, gdzie według tego samego badania jedynie 34% badanych określiło siebie jako osoby religijne, 17 % to zadeklarowani ateiści, 7% odmówiło odpowiedzi, zaś udział osób niereligijnych wyniósł aż 42%. Jeszcze bardziej interesujące jest to, że pokaz ten miał miejsce w niemieckim Delmenhorst – mieście powiatowym w Dolnej Saksonii, mieście przemysłowym – do tej pory czynne są tam zakłady produkujące linoleum, położonym niedaleko Bremy, będącym w znacznym stopniu sypialnią Bremy. Miasta niespecjalnie turystycznego, jedyne atrakcje to zabytkowy ratusz oraz parę ciekawych budynków pofabrycznych. Poza fanami urodzonej w Delmenhorst niemieckiej wokalistki Sarah Connor nie tak wiele osób słyszało o tym mieście.

 

Pierwsza projekcja Szukając Jezusa / Looking for Jesus w Delmenhorst miała miejsce w niedzielę, 10 września 2017 roku po nabożeństwie niedzielnym w kościele miejskim – należącym do jednej z sześciu parafii ewangelickich znajdujących się w mieście. W Delmenhorst jest także parafia rzymsko-katolicka i parafie innych wyznań. Pastor Thomas Meyer zbudował wielką ścianę od podłogi do sufitu, która podzieliła jednonawowy kościół w ¾ jego długości. Na powstałej ścianie wyświetlono film artystki. Pokaz filmu w niedzielę był początkiem projektu Katarzyny Kozyry zatytułowanego Looking for Jesus / Interviews from the Archives, który zaplanowany został do 22 października 2017 roku. W ramach projektu przygotowanego przez Städtische Galerie Delmenhorst kierowaną przez dr Annett Reckert film artystki pokazywano kilkakrotnie każdego dnia w kościele, zaprezentowano także inne prace artystki w wyborze dokonanym przez kuratorkę Anetę Palenga. Pastor Thomas Meyer w swoim wypowiedziach zaznaczył także, iż prezentacja filmu Kozyry przypada w ważnym momencie dla jego kościoła obchodzącego w tym roku jubileusz 500 lat Reformacji.

 

Po zakończonym niedzielnym nabożeństwie około połowa wiernych pozostała w świątyni, aby obejrzeć ponad godzinny film artystki, do wiernych uczestniczących we wcześniejszej mszy dołączyło ponad trzydzieści osób, które przyszły do kościoła jedynie po to, aby zobaczyć dzieło Kozyry. Po pokazie ponad godzinę wypytywano artystkę o szczegóły. Dyskusja dowiodła, że projekt Kozyry wciągnął większość z widzów, pojawiło się wiele pytań, dla wiernych nie było specjalnie istotnym, że artystka w swoim dziele nie zagłębiła się w teologię.

Warto zaznaczyć, że projekt Kozyry nie jest skierowany przeciw czemukolwiek lub komukolwiek, co jest ważne, gdyż osoba artystki niesłusznie na skutek niezrozumienia przez niektórych jej prac ma czy też miała często przyklejaną etykietę osoby skandalizującej.

 

Religia jest dla wielu czymś tajemniczym, nie wszyscy przecież jesteśmy religijni, przez wielu z nas bohaterowie Kozyry mogą być odrzuceni jako chorzy umysłowo lub oszuści. W filmie każda z pokazanych osób jest niepowtarzalna. Kozyra rozmawiając ze swoimi bohaterami, spędzając z nimi czas pokazała ludzką tęsknotę za wiarą. Artystka przede wszystkim zadawała pytania, sama się nie określała, jej celem nie było znajdowanie odpowiedzi na formułowane pytania. Bohaterowie Kozyry brzmią prawdziwie. Ona sama po wielu tygodniach spędzonych w Jerozolimie mówi, że łatwo jest określić z kim ma się do czynienia. Kozyra swoich bohaterów tak charakteryzuje: „Jest grupa po przejściu, tych, którzy mieli już rzeczywiście syndrom jerozolimski i są w stanie o nim opowiedzieć z pewnego dystansu. To doświadczenie dało im tak wiele, że znajdują swój własny sposób na życie, kompletnie niepodporządkowany, tak wiele rzeczy im się pootwierało w trakcie tego maksymalnego uwrażliwienia, opowiadają, jak było w trakcie, gdy utożsamiali się z postaciami biblijnymi oraz jak żyją teraz. Druga grupa to osoby, które są w trakcie przechodzenia przez syndrom. I jest trzecia grupa, której być może nie chodzi wcale o syndrom jerozolimski, nigdy im się nie wydawało, że są Mesjaszem, Jezusem czy Prorokiem, tym niemniej czują się powołani, ich misja jest wokół syndromu. Ta ostatnia grupa też jest bardzo interesująca, w końcu to projekt Szukając Jezusa. Psychiatrzy zdefiniowali syndrom jerozolimski, są podane jego symptomy. Jednak te zaburzenia u każdego wyglądają inaczej, choć są oczywiście wspólne cechy”(1).

 

Bohaterowie Kozyry pomimo tego, że mają za sobą różne historie wydają się być spójni i to może nawet nieco zaskakuje, przecież dwadzieścia siedem ksiąg Nowego Testamentu zawiera w sobie wiele sprzeczności.

Projekt Kozyry pokazuje siłę i potrzebę wiary, pokazuje także jak wielka jest w człowieku potrzeba bycia indywidualnością. Na nasze osobowości składają się inne cechy psychiczne, jedni z nas są wyraziści, inni wyjątkowi, ale wszyscy jesteśmy odrębni. Jednak wielu z nas dostrzega w syndromie jerozolimskim obłęd. Wielu z nas będzie miało też problem z prawdziwością mesjaszy.
Powrót Chrystusa na świat zapowiadany jest w Nowym Testamencie wiele razy. Tak naprawdę nie wiemy czy, kiedy i przez kogo nastąpi paruzja, czyli powtórne przyjście na świat Chrystusa. Katarzyna Kozyra ciągle odwiedza Jerozolimę, dalej pracuje nad tematem syndromu jerozolimskiego. Odpowiedź na pytanie czy, kiedy i gdzie nastąpi kolejna odsłona jej projektu dzisiaj jeszcze jest nieznana, ale przez wielu oczekiwana.

 

(1) Muszę siebie prowokować, katalog wystawy Szukając Jezusa / Looking for Jesus, Atlas Sztuki, 2014.